Klasa 2: My new dress

A tak właściwie to nie moja nowa sukienka, ale Holly. Miała nową, fioletową, ale Bud jej zachlapał błotem i musiała dostać od Petal jeszcze nowszą, tym razem różową. Zazwyczaj ma na sobie żółtą (a yellow dress). Straszna heca z tymi sukienkami, które magicznie się „znajdują” w drodze na letni festyn w Treetops Town.
Czytaj dalej

Klasa 1: There’s a dog

Co tam było słychać u moich pierwszaków w zeszłym tygodniu? O ile rozpoznawanie i nazywanie zwierząt do „kaszka z mleczkiem” i już niemal wszyscy opanowali całą szóstkę, która się pojawia w 7 rozdziale, o tyle rozpoznawanie (czytanie) tych samych nazw w formie zapisu literowego już takie łatwe dla wszystkich nie jest. No i ta nieszczęsna struktura gramatyczna there’s (a dog), którą trudno w prosty sposób przetłumaczyć na polski, więc przysparza dzieciom trochę kłopotów.  Czytaj dalej

Klasa 1: Bees & other animals

Wreszcie jakieś święto w czwartek! A to oznacza, że wreszcie to 1d, a nie 1a, miała jedną lekcję mniej i wreszcie mi się klasy wyrównały z realizowanym materiałem. Dziś krótki spóźniony update, bo te drzwi otwarte, rady szkoleniowe, wycieczki klasowe i różnorakie inne events wybiły mnie trochę z pisarskiego rytmu…

Czytaj dalej

Klasa 2: He’s got a skateboard.

 

Od pewnego czasu zastanawiałam się jak „zmusić” niektóre dzieciaki do śpiewu „pełną piersią”, a nie mamrotania słów piosenki pod nosem, albo bezgłośnie 😉.  Zakupiłam zatem taki specjalny „wzmacniacz”, który podstawiam pod usta tym mniej słyszalnym, żeby i oni mieli szansę na zaprezentowanie się.

Czytaj dalej

Klasa 1: I like crisps (& to play)

W tym tygodniu poniedziałek i wtorek były wolne. W środę angielski w 1a późnym popołudniem. Ledwo 1d zaczęła lekcję, a już połowa klasy musiała iść na (spóźniony) obiad. I jak tu cokolwiek planować??? A wszystko po to, by gimnazjaliści mogli w spokoju napisać egzaminy. Dziś więc „angielski po godzinach” (after hours) czyli o tym co się dzieje jak uda nam sie trochę wcześniej skończyć oficjalną część lekcji i zostanie nam parę minut „na zabawę”. Trochę mnie śmieszy to błagalne pytanie „Psze pani, a kiedy będziemy mogli się pobawić???” Bo my nauczyciele uważamy, że my ciągle się na lekcji bawimy. No bo czym, jak nie zabawą, są te wszystkie piosenki z pokazywaniem, teatrzyki, gry wszelakie??? Cóż ewidentnie dla dzieci to „bardzo ciężka praca” i ciągle chcą się pobawić. Tak naprawdę, a nie lekcyjnie 😉.

Czytaj dalej