Klasa 1: I like crisps (& to play)

W tym tygodniu poniedziałek i wtorek były wolne. W środę angielski w 1a późnym popołudniem. Ledwo 1d zaczęła lekcję, a już połowa klasy musiała iść na (spóźniony) obiad. I jak tu cokolwiek planować??? A wszystko po to, by gimnazjaliści mogli w spokoju napisać egzaminy. Dziś więc „angielski po godzinach” (after hours) czyli o tym co się dzieje jak uda nam sie trochę wcześniej skończyć oficjalną część lekcji i zostanie nam parę minut „na zabawę”. Trochę mnie śmieszy to błagalne pytanie „Psze pani, a kiedy będziemy mogli się pobawić???” Bo my nauczyciele uważamy, że my ciągle się na lekcji bawimy. No bo czym, jak nie zabawą, są te wszystkie piosenki z pokazywaniem, teatrzyki, gry wszelakie??? Cóż ewidentnie dla dzieci to „bardzo ciężka praca” i ciągle chcą się pobawić. Tak naprawdę, a nie lekcyjnie 😉.

W tym tygodniu próbowałam przemycić do klasy strukturę gramatyczną I like (lubię) / I don’t like (nie lubię). Analizowaliśmy zawartość mojej śniadaniówki, śpiewaliśmy piosenkę Munch, munch (mlask, mlask), machaliśmy kartonikami z buźkami uśmiechniętymi i smutnymi, słuchaliśmy i czytaliśmy, co lubią i czego nie lubią jeść mieszkańcy lasu Treetops (podręcznik str. 48, zeszyt ćwiczen str. 46), itd., itp. Spróbowaliśmy też sami napisać, co lubimy i czego nie lubimy jeść, najpierw budując przykładowe zdania na tablicy:

I like I dont

a potem w zeszycie pismem literowo-obrazkowym 😉:

I like_I dont like

Dzieciom już w większości sprawnie idzie pisanie po śladzie (zeszyt ćwiczeń str. 46), ale z przepisywaniem pojedynczych wyrazów czy kawałków zdań często idzie bardzo opornie. Ale to takie nasze pierwsze wprawki, więc nic dziwnego.

Powoli też zaczynamy czytać pojedyncze wyrazy, stąd częste granie w Snap i zabawy na tablicy w łączenie obrazków z kartami wyrazowymi czy też w wyrazowo-obrazkowe Memory. Ale znowu: po 3-4 lekcjach większość dzieci (choć na pewno nie wszystkie) rozpoznaje wszystkie osiem wyrazów z rozdziału 6; połowa dzieci potrafi samodzielnie nazwać widziane na obrazkach rzeczy, a 1/3 potrafi sprawnie przeczytać kartę wyrazową i połączyć ją z odpowiednim obrazkiem. Ale skoro Rome wasn’t built in a day, to i my nie musimy się nauczyć wszystkiego od razu. To musi potrwać. Dlatego zupełnie mnie to nie rusza, gdy przez 40 minut kilkadziesiąt razy w różnych konfiguracjach pojawia się słowo like (wym. lajk), bo mówię ja, odpowiadają dzieci, słuchamy nagrania, itd. i nagle w 41 minucie lekcji podchodzi do mnie taki mały krasnoludek, ciągnie za rękaw i szeptem pyta: „Proszę Pani, a co to jest to ‚like’???”

Dzieci lubią czipsy i ciasteczka, a ja lubię im się przyglądać, jak są zajęte tzw. spontaniczną, nieukierunkowaną zabawą. Niektóre solo, a niektóre w parach:

Play time

Jedne budują:

Paly time3

…inne rozwalają:

Play time2

podczas gdy porządku pilnuje samotny stróż prawa:

Play time4

Jeszcze inni się ścigają (brawa za współpracę i „dzielenie się”, bo cała bateria Lego samochodów pochodzi od jednego właściciela):

Play time5

A tablicę oblega tłum przyszłych nauczycielek angielskiego 😀:

Play time6

Pięknego kotka podpisałam a cat ja, chwilę później na tablicy pojawiły się dwa rowery (J. i N.) i dwa napisy a bike, a za moment puchaty stwór rysowany przez N. zamienił się w a cake. Spontaniczna zabawa, „spontaniczna produkcja językowa”. Warto czasami spuścić dzieci z lekcyjnej smyczy, żeby coś takiego zobaczyć.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s