Klasa 2: Do not disturb!

Znowu krótki tydzień, tym razem ze względu na egzaminy gimnazjalne. No i odwieczne pytanie, co zaplanować na tę jedną, jedyną w tym tygodniu lekcję, która wiadomo, może być potencjalnie bardzo trudna. Czemu? Powrót do szkoły po dwóch dniach wolnego – wiadomy problem: wakacje wybijają z rytmu (=rozleniwiają) nie tylko nauczycieli😉. IInny niż zazwyczaj plan lekcji, a co za tym idzie kilkoro dzieci „nie spakuje angielskiego”. Zajęcia w innej niż zazwyczaj sali (dla starszaków) – „ojej, ile tu ciekawych rzeczy”. Co zatem zaplanować na te lekcję, żeby miny zgrabnie ominąć, czegoś się nauczyć i … nie zwariować? A zatem: film, a potem coś, by zająć rączki.

Dont disturbFilm to kolejny epizod naszej animowanej historyjki o Gus’ie i Archie’m. Gus próbuje odespać nocną wachtę (bo czujnie stróżował przed młynem), a Archie w tym samym czasie szaleje na rowerze (Weee! I’ve got a bike!). Kończy się to wielkim Oops! i „gonieniem kota”. W historyjce oprócz znanej konstrukcji I’ve got (mam) pojawia się także ta sama struktura gramatyczna, ale dla trzeciej osoby liczby pojedynczej (He’s got a cake – On ma placek). Zanim więc obejrzeliśmy film przy  pomocy jakiejś gry z kartami obrazkowymi (magic eye, little by little, what’s missing) przypomnieliśmy sobie szybko nazwy zabawek, potem rozdałam moje zabawkowe gadżety (a skateboard, a helmet, a bike, a kite, a Frisbee itd) i zaśpiewaliśmy najpierw zabawkową rytmiczankę, a potem The Skateboard song, by na koniec  pokazać dzieciom różnicę pomiędzy I’ve got (a book)She is got (a racket) / He’s got (a kite). Potem film, jakieś pytania i odpowiedzi i sprawdzenie zrozumienia treści przy pomocy zadania w zeszycie ćwiczeń (str. 44). Tym razem opcje wyboru zawiesiliśmy na tablicy, by je móc swobodnie przesuwać i sprawdzać, jak pasują znaczeniowo do tego co jest w dymkach. Zazwyczaj trochę to bardziej aktywizuje dzieciaki niż zwykłe wpisywanie (szczególnie całą klasą) odpowiedzi do ćwiczenia. Choć bywa i tak, że po poleceniu „Let’s do an exercise in the workbook” (Zróbmy ćwiczenie w zeszycie ćwiczeń) większość klasy przełącza się na stand-by co równa się „Mam w nosie angielski, poszaleję sobie z kolegą z ławki obok / pogadam z koleżanką, z którą siedzę, niech pani sobie sama zrobi to ćwiczenie, a ja spiszę z tablicy jak już będzie gotowe”. Wtedy idzie jak po grudzie, bo chęć do pracy ma garstka uczniów. Ale tym razem, przynajmniej w dwóch na trzy uczone przeze mnie klasy poszło nader gładko i szybko

Ampelmännchen.jpg

Zostało więc nam sporo czasu na twórczość artystyczną. Kluczem był tytuł historyjki: „Do not disturb” (nie przeszkadzać). Pokazałam dzieciom mój souvenir z Berlina czyli zawieszkę na drzwi ze słynnym Ampelmännchen, który wisi na klamce mojego gabinetu (zazwyczaj jednak zielonym ludzikiem do przodu). Powiedziałam, że widzimy taki znaczek często w hotelach, gdzie ludzie go czasami wieszają, gdy nie chcą, by im przeszkadzano, na przykład porannym sprzątaniem. No i na koniec informacja, że dzieciaki dzisiaj sobie zrobią taki a doorknob hanger, tym razem z bohaterami naszej dzisiejszej lekcji, Guse’m i Archie’m. Hurra! Co za radość, ale dla pewności od razu pytanie kontrolne: „Czy będziemy mogli je zabrać do domu?”, bo wystawki w klasie nikt przecież nie podziwia, więc po co robić? Po co się starać? I od razu milion pomysłów kogo i kiedy będą odstraszać zawieszką Do not disturb.  (Szablon i nauczycielski model do pobrania TU-> doorknob hanger.)

Dooknob hanger_craft

Dwadzieścia pięć minut później dzieciaki dumnie pokazywały innym „jak im wyszło”

Hanger 2a

Hanger 2b

Hanger 2c

Ach, jaka udana lekcja! Tak. Ale … Zawsze jest „ale” czyż nie? Tegotygodniowa (?) lekcja była z gatunku „lekki kaliber”, więc teoretycznie wszystko powinno pójść OK. W 95% przypadków oczywiście tak to właśnie wyglądało, ale te pozostałe 5 czy 10 procent uczniów danej klasy niestety zaburza ten śliczny obrazek. To ten jeden czy dwoje dzieciaków, które po 10 minutach kapituluje. Jedno dziecko, które nawet nie podejmuje wyzwania. „Zrobię w domu”, „Dzisiaj nie chcę” – słyszę. Plus zdanie, które zawsze łamie moje nauczycielskie serce: „Nie lubię angielskiego”. Tekst-wytrych tłumaczący podobno wszystko. Tłumaczący dlaczego dziecko jest znowu niegrzeczne, dlaczego przeszkadza, dlaczego nie będzie śpiewać piosenki, dlaczego nie chce grać w domino, dlaczego nie zrobi Minionkowych pacynek, dlaczego nie robi nic. Kolejny raz 😂.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s