Mr Maker is coming to town! (Nadjeżdża pan Robótka), a wraz z nim Shapes (Kształty). Tak zaczęłam lekcje w pierwszych klasach w tym tygodniu. Czytaj dalej
Klasa 1: Shapes
Mr Maker is coming to town! (Nadjeżdża pan Robótka), a wraz z nim Shapes (Kształty). Tak zaczęłam lekcje w pierwszych klasach w tym tygodniu. Czytaj dalej
W tym tygodniu rozstaliśmy się z rozdziałem 2 i cyframi. Powtórzyliśmy materiał na rożne sposoby i przygotowaliśmy się do testu.
Po szaleństwach Halloween, w tym tygodniu powtarzaliśmy i utrwalaliśmy materiał z rozdziału 2.
Ubawiłam się setnie na wczorajszych i przedwczorajszych halloweenowych lekcjach. Było i śmiesznie i trochę strasznie, a dzięki ufundowanym przez Rodziców cukierkom bardzo, bardzo słodko. Pozostaje jednak kilka „ale”, ale o nich za chwilę…
W tym tygodniu skakaliśmy jak żabki po kamykach, śpiewaliśmy The five frog hop, graliśmy w żabkowe domino, opowiadaliśmy historyjkę Stepping stones, a na sam koniec do tego całego żabkowego tygodnia dołożyliśmy pięć kolorów – to taki zwiastun tego, co będzie się działo w przyszłym tygodniu.
Ostatnio poznaliśmy liczby od 11 do 20, czas zatem na ich utrwalenie. W tym tygodniu graliśmy na różne sposoby w Bingo, liczyliśmy różne rzeczy w klasie i zapisywaliśmy wyniki (cyfami i słownie), śpiewaliśmy o fajnych dzieciakach (Cool kids) mieszkających na tej samej ulicy pod różnymi numerami, bawiliśmy się w cyferkowych detektywów, no i crème de la crème: liczyliśmy Minionki.
Brawo, brawo pierwszaczki! Puchnę z dumy, bo tak świetnie poradziliście sobie ze swoim pierwszym testem z języka angielskiego. Ocena nieważna (=same bardziej lub odrobinkę mniej uśmiechnięte buziaki 😀😊). Najważniejsze jest to, czego nauczyliśmy się po drodze.
Po testowych stresach z początku tygodnia, na drugiej w tym tygodniu lekcji drugie klasy nauczyły się kolejnych cyfr, od 11-20. Ale najpierw podsumujmy nieformalny konkurs na najładniejszą interpretację plastyczną książki Maisy goes to the City.
W tym tygodniu powtarzaliśmy materiał z pierwszego rozdziału i przygotowywaliśmy się do klasówki. Chyba znowu będę pierwsza, która zafunduje dzieciom „taaaaaaaki wielki stres” 😉. Nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej co prawda też dają dzieciom tajemnicze kartki, które dzieci wypełniają, ale nikt tego nie nazywa „diagnozą”, „sprawdzianem umiejętności” czy, broń Boże! testem, choć de facto czemu niby te zadania służą i czy zawsze tylko ćwiczeniu umiejętności? Jak zwykle chyba to dorośli mają z testami większy problem niż same dzieciaki; te bowiem zareagowały raczej pozytywnie (nobilitacja?) „Klasówka? Taka prawdziwa? Z ocenami?” Oczywiście nie wszystkie i dla tych właśnie były drugie zajęcia w tym tygodniu – ich zadaniem było zdjąć czarny PR ze słowa „test”. Spróbowałam uczynić test ustny tak atrakcyjnym, żeby dzieci same poprosiły o narzędzie do testowania. Taki czad!