Dziś oprócz tego co się działo w moich 3 klasach przez te dwa tygodnie trochę o nauczycielskiej „kuchni” czyli ile trzeba się narobić, żeby lekcję zrobić.
Klasa 3: Fantasy characters
Dziś oprócz tego co się działo w moich 3 klasach przez te dwa tygodnie trochę o nauczycielskiej „kuchni” czyli ile trzeba się narobić, żeby lekcję zrobić.
W zeszłym tygodniu moi drugoklasiści znowu spacerowali po mieście i liczyli ile czego jest, a jak już policzyli to przymierzyli się do napisania pocztówki. Czytaj dalej
Trochę zwariowany ten tydzień, bo z klasą 3c i 3b miałam 1 i 1/4 lekcji zamiast dwóch, bo dzieciaki poszły „w tany.” Na pierwszej lekcji zrobiliśmy klasową ankietę, a na drugiej weszliśmy do świata fantasy.
W zeszłym tygodniu poznaliśmy miasteczko, do którego przeprowadzili się Bud i Holly (Treetops Town), a w tym objeżdżaliśmy miasteczko na rowerze oraz poznaliśmy ich nowego przyjaciela Pit’a oraz kuzynkę, Petal.
Przede mną ładnych parę godzin jazdy powrotnej z konferencji ze Szczecina, a skoro WordPressa można obsługiwać nawet na komórce to spróbuję napisać zaległy post. Aplikacja mobilna jest co prawda o kilka ładnych funkcjonalności uboższa, no i w samochodzie trochę trzęsie, ale póki co zasięg jest i wszystko działa. Zobaczymy co z tego wyjdzie (czyt. ile literówek popełnię) 😱.
U nas jeszcze temparatury zwrotnikowe (It’s soooo hot!), ale do Treetops Town zawitała już jesień. Podobnie jak w zeszłym roku (opis TU) i w tym roku także na rowerkach i deskorolkach dojechaliśmy bezpiecznie (safely) do szkoły. Oczywiście w kaskach (helmets on)! Nad naszym bezpieczeństem przy przechodzeniu przez pasy (a zebra crossing) czuwały dwie „panie agatki” (lollipop ladies) – Oliwia (2a) i Szymek (2d).
Byłam dzisiaj na zastępstwie w pierwszej klasie i powiem jedno: w porównaniu z pierwszakami moi trzecioklasiści są już baaaaaaaardzo duzi. Niesamowite jak przez te dwa lata dzieciaki wydoroślały. Co więcej, moi obecni 3-klasiści, których w 2014 r. „zmuszono” do pójścia do szkoły w wieku lat sześciu absolutnie nie odstają od tych, którzy zaczynali jako 7-latki. Mimo, że są młodsi o rok od dzieciaków w moich klasach, to są dokładnie tacy sami. Jedne dzieciaki są spokojne, precyzyjne, refleksyjne; inne gadatliwe i impulsywne. Jedne piszą starannie, ale wolno; inne bardzo szybko, ale z licznymi błędami. Jedne są nieśmiałe, inne wygadane i zadające milion pytań. Normalka. I czy ja je zaczynam uczyć pisać i czytać po angielsku w pierwszej klasie czy zerówce to naprawdę nie ma wielkiego znaczenia. Ale mieliśmy nie rozmawiać o reformach „made in Poland”. Weekend przecie. Czas relaksu.
No i ruszyliśmy! Pierwszy tydzień szkoły to zawsze jedna wielka niewiadoma. Nie wiadomo czy sprzęt w salach działa; nie wiadomo czy podręczniki i ćwiczenia dotarły do szkoły; czy i kiedy biblioteka je dzieciom wyda; nie wiadomo czy i jak bardzo dzieci się zmieniły przez wakacje (czytaj: dojrzały). W poniedziałek szłam zatem do klasy z „taką pewną niesmiałością”, ale dzieciaki szybko mnie przekonały, że moje niepokoje są zupełnie niepotrzebne. Moi drugoklasiści to super słodziaki 😍.
A tak właściwie to nie moja nowa sukienka, ale Holly. Miała nową, fioletową, ale Bud jej zachlapał błotem i musiała dostać od Petal jeszcze nowszą, tym razem różową. Zazwyczaj ma na sobie żółtą (a yellow dress). Straszna heca z tymi sukienkami, które magicznie się „znajdują” w drodze na letni festyn w Treetops Town.
Czytaj dalej