Scrapbook album – page 4

Dzisiaj krótko, bo dzisiejsza środa będzie długa i pracowita: praca do 14.45, a od 15.30 wolontariat rodzicielski w szkole mojego syna – trzeba przygotować i obsłużyć przybyłych na imprezkę dla Babć i Dziadków. No, ale jak się chce aktywizować rodziców w ramach prowadzonego projektu edukacyjnego, to samemu też trzeba być aktywnym, czyż nie? Szewc nie powinien chodzić bez butów. Niniejszym wypróbowuję wersję mobilną WordPress’a, ale w związku z tym, że na komórkowej klawiaturze raczej wygodnie się nie pisze, tudzież mam na pisanie 10 minut przerwy pomiędzy 1c a 1b, tylko streszczę co dziś się u nas działo. A działo się niemało, bo dzieciaki na różne sposoby popisywały się swoją znajmością słownictwa związanego z kolorami i ubraniami. Czytaj dalej

Round up 4 czyli powtórka po raz czwarty

Cztery rozdziały, cztery porcje materiału. Dziś głównie skupiliśmy się na nazwach ubrań i kolorach, ale pojawiło się też i liczenie.  W założeniu to powtórka, ale mam wrażenie, że dla wielu moich uczniów to była chyba bardziej prezentacja i utrwalenie, bo, niestety, gadając z kolegą/koleżanką obok, wertując bezmyślnie podręcznik w poszukiwaniu nie wiadomo czego lub patrząc jak pada śnieg (to akurat wczoraj) za wiele przez te poprzednie tygodnie nie nauczyli się. Samo nie wleci. Horse_Refusing_to_LearnPani nie naleje do głowy. Trzeba się osobiście zaangażować, pomyśleć: o co w tym chodzi? czego się nowego uczę? Jak mówi przysłowie: „You can lead a horse to water, but you can’t make it drink.” Przekładając na moją sytuację: można patrzeć i ze sto razy jak Maisy rozbiera się i ubiera na basenie, kolorować fajne ubranka, zakładać, zdejmować, ale bez intelektualnego zaangażowania to wszystko na nic: słowo jumper czy coat nadal będzie nieznane, znaczeniowo puste. „You can lead a human to knowledge, but you can’t make him/her think.”??? Czytaj dalej

A blue hat

Jak ja tu dziś mam z dziećmi gadać o ciuchach i kolorach, ćwiczyć i utrwalać, jak, tak naprawdę, dzieci „jedną nogą” są już na balu karnawałowym? OK, miałam pomysł żeby dzieci narysowały swój kostium i go opisały, ale jak sobie pomyślałam o tym ile musiałabym nowego słownictwa wprowadzić (maska, peleryna, szpada, rewolwer, różdżka, korona, sukienka itd. itd.), to zostawiłam tego typu zadania na przyszłe lata. Tak więc dzisiaj ubieramy i rozbieramy Maisy, która przyszła na basen oraz próbujemy tworzyć konstrukcje typu a blue hat albo green trousers, przy czym, oczywiście, nazywanie rzeczy po imieniu – tu jest przedimek, a tu go nie ma, przymiotnik jest przed rzeczownikiem, jest surowo wzbronione! Trzeba inaczej … Czytaj dalej

Kolorowe kolory cz. 2

Dziś kolorów ciąg dalszy, a na deser na kanwie książeczki Maisy goes swimming specjalnie zaprojektowane przeze mnie zadanie: kolorowanie i wycinanie ubranek Maisy. Wszystko w biegu, bo albo lekcja znowu zaczęła się z poślizgiem, albo musiałam skończyć wcześniej (wyjście na koncert), albo jeszcze coś innego. W przyszłym tygodniu muszę zaplanować dla dzieci jakieś „ślimacze aktywności” zanim wszyscy padniemy na nos.  Czytaj dalej

Zdejmujemy i nakładamy

Maisy goes swimmingDzisiaj nauczyliśmy się dwóch fraz czasownikowych: put on (nakładać, wkładać na siebie) i take off (zdejmować). Ta pierwsza pojawiła się już w piosence Clothes song oraz historyjce Poor Bud. Najpierw powtórzyliśmy na różne sposoby nazwy ubrań, w tym także przepytaliśmy zapominalskich, o to co narysowali na swoich rysunkach, a potem zrobiliśmy proste ćwiczenia w podręczniku (str. 32) oraz zeszycie ćwiczeń (str. 27), oparte na zdaniach It’s cold. Put on … your shoes/jumper. It’s hot. Take off… your jumper/ coat itp.). No, ale clou dzisiejszej lekcji to czytanie książki Maisy Goes Swimming (w polskiej edycji ukazała się pt. Mysia idzie na basen, wyd. Endo): piskom radości nie było końca, bo w tej książce znowu elementy się przesuwają (Mysia przychodzi na basen i pomagamy jej się undress, rozebrać), a poza tym na jednej ze stron ściągamy Mysi majtasy i … aaaa!!!…Mysia jest…goła!!! Czytaj dalej

Poor Bud

albo

Nie śmiej się, dziadku, z czyjegoś wypadku – dziadek się śmiał i to samo miał.

Poor Bud Doprawdy niezwykły był dziś ten fragment lekcji, kiedy opowiadałam dzieciom historyjkę pt. „Poor Bud” (Biedny Bud). Fabuła w skrócie: ranek w domu Bud’a i Holly; strasznie zaspany Bud wstaje z łóżka; mama przechodząc koło drzwi jego pokoju mówi: Good morning, Bud, ale potem szybko dodaje: Come on! It’s late … (No, dalej! Jest późno…), a potem już tylko komenderuje Put on your shoes/coat,/scarf/ hat czyli „załóż to…, załóż tamto…” a półprzytomny Bud bezmyślnie nakłada na siebie kolejne fragmenty garderoby. Na koniec pada Let’s go! (Idziemy!). W szkole gdy nauczycielka, Miss Bell, prosi dzieci, by zdjęły płaszcze (Take off your coats.) okazuje się, że Bud zapomniał ubrać koszulkę i spodnie. „Ha, ha, ha” śmieją się dzieci w historyjce, „ha, ha, ha” śmiały się dzieci w klasie i z satysfakcją (złośliwą?) komentowały: „Ale głupi ten Bud.” „Głupek przyszedł do szkoły w gaciach/majtkach/w piżamie.” „Zapominalski.”  Ale, zaraz, zaraz… Kto to się śmieje z biednego Buda? Ręka do góry kto dziś zapomniał zadania domowego (rysunku, od omówienia którego zaczęliśmy lekcję)? Zgłasza się połowa klasy. No to ja też: „Ha, ha, ha, zapominalscy!” i pytam dzieci jak się czują, kiedy ktoś się z nich śmieje? „Źle.” A fajnie jest słuchać, jak inni się wyśmiewają z naszych przyjaciół?” „Nieee.” „A czy wam rano, przed szkołą, z pośpiechu, nigdy (w tym miejscu przesadna emfaza z mojej strony) nie zdarzyło się o czymś zapomnieć?” Jasne, że tak. Na przykład dzisiaj. Nie dało się uniknąć odrobiny dydaktyzmu, żeby dzieciom unaocznić podobieństwo tych dwóch sytuacji. Słowem: śmiejesz się dziadku, a sam, tak samo masz.

Czytaj dalej

Clothes

Oj, powroty do pracy po ponad dwóch tygodniach „laby” zawsze bolą. Dzieciom też pewnie było niełatwo dziś wstać z łóżka, szczególnie jeśli szły do szkoły na ósmą. No, ale na pocieszenie mamy myśl, że za trochę ponad miesiąc znowu wolne – dwa tygodnie FERII!!! Do tego czasu poznamy i zrobimy dużo fajnych rzeczy. Tak jak dzisiaj, o ubraniach.  Czytaj dalej

Trzeba się trochę napracować …

… żeby dzwonki zadzwoniły. Wie to każda „domowa bogini” w tej właśnie chwili gotująca bigosik, ale wie też każdy nauczyciel próbujący dotrwać do końca tego przedświątecznego tygodnia, pełnego rysowania, kolędowania i klasowych wigilii, które ktoś przecież musi zorganizować.

Czytaj dalej