Klasa 0: Paper Plate Puppets (online)

Kontynuacja tematu My face z moimi przedszkolakami. Najpierw Holly nam rozkazywała, potem narysowaliśmy portret Bud’a, a na koniec zrobiliśmy pacynkę z talerzyka (Paper Plate Puppet). Jeśli cię z nami nie było, to obejrzyj lekcję TU.

Na początek powtórzyliśmy części twarzy – wskazaliśmy eyes, ears, a nose, a mouth, hair, a potem zaśpiewaliśmy ponownie The Face Song.

Następnie słuchaliśmy Holly i wskazywaliśmy na te same części twarzy co ona. Kliknij play▶️.

Treetops Starter, p. 40 (C) OUP

A potem pobawiliśmy się w inną wersję gry Simon says. Gdy słyszeliśmy „Holly says… (touch your nose)!” to wskazywaliśmy na to o czym mówiła, ale gdy nam tylko rozkazywała „Touch your nose!„, to nie słuchaliśmy i nie wskazywaliśmy. Kliknij play▶️.

Skoro była Holly, to czas na jej brata, Bud’a. Narysujemy teraz jego portret. W końcu mu się też należy, prawda? My już nasze mamy, narysowane albo wyklejone, z poprzedniej lekcji.

Otwórz podręcznik na stronie 39 i w ramce narysuj twarz Bud’a próbując jak tylko potrafisz najlepiej odwzorować kształty części jego twarzy, które masz narysowane na dole strony. A teraz portret pięknie pokoloruj i powiedz co jest gdzie.

Treetops Starter, p. 39

[Mamo/tato! Proszę, nie rób zadań „na zapas”, bo wtedy nie mamy miejsca w naszej książce na ich wykonanie. Na poprzedniej lekcji rysowaliśmy nasze portrety na kartce, zaś ta ramka jest przeznaczona na portret Bud’a.]

A teraz czas na najważniejsze: make a face with paper plates czyli 1. popatrz na instrukcję w naszym podręczniku (str. 50) i 2. z papierowych talerzyków (lub odrysowanych od talerzy kół) wykonaj buźkową pacynkę.

Oj, nie jest to najłatwiejsza lekcja do przeprowadzenia zdalnie. Oj, nie… 😥 Robienie zadań techniczno-plastycznych, gdy każdy z uczestników siedzi w innym miejscu, wymaga sporej gimnastyki. Już znam realia pracy zdalnej i nie liczyłam na to, że my tu sobie spojrzymy do podręcznika, spokojnie (i po angielsku!) wyjaśnimy co należy zrobić, potem pokażę dzieciom powolutku na moim modelu jak się wszystko robi, one w tym czasie będą grzecznie patrzeć, a potem na trzy-cztery zabiorą sie do pracy. Oj, nie, nie. Tak to nie działa.

Zgodnie z przewidywaniami wszystko działo się jednocześnie: robiłam i wyjaśniałam, w tym samym czasie zerkając jak dzieci, nie czekając aż skończę, zabrały się do pracy. Tu dziecko o coś pytało, tam mama rozmawiała z innym (i chyba trochę więcej niż „asystowała”)… Słowem, mały ZOOM chaos.

Nie ma co się jednak dzieciom dziwić, że są niecierpliwe, bo od momentu kiedy na edziennik/Teams poszła wiadomość, że będziemy coś tam robić i że trzeba przygotować potrzebne materiały dzieciaki były dosłownie jak te konie w boksach na wyścigach – tylko czekały na strzał. Padła komenda: „Paper plate puppets” i … off we go! rzuciły się do pracy. W każdym razie do pracy ruszyły te dzieci, które miały potrzebne materiały. Niestety dwójka nie miała z czego wykonać pracy i w tym fragmencie lekcji uczestniczyć aktywnie nie mogła; mogła tylko patrzeć, a to żadna frajda. I tu znowu jest różnica między „szkołą w szkole”, a „szkołą w domu”. Standardem w szkole jest to, że zawsze jestem przygotowana na okoliczność „psze pani, a bo ja nie mam” i wyjmuję wtedy z torby zapasowe talerzyki, włączkę, papier, kredki … i co tam jeszcze potrzeba. Zna to każdy nauczyciel w Polsce.

Ale ostatecznie cztery z sześciu pacynek powstało i teraz pozostaje mi poczekać na zdjęcia kolejnych na Teams.

Inna myśl, która mnie naszła w czasie środowej lekcji z maluchami to problem „ja to psze pani zrobię potem„. Niektóre dzieci przez bardzo długi czas uczyły się tego, że uczymy się w szkole, a w domu (zawsze im to powtarzalam) ma być czas na inne rzeczy – rozmowy z rodzicami, zabawę, relaks. „It’s now or never” – robisz ćwiczenie teraz na lekcji, albo wcale; teczka z angielskiego zostaje w szkole, więc nie ma „potem”. Albo: „Pamiętaj, żeby przynieść pracę wykonaną w domu (plakat z witryną sklepu), bo będzie nam potrzebna do scenek na lekcji we wtorek. I tylko we wtorek. W czwartek będziemy robić już zupełnie coś innego”. A zatem: Now or never.

Teraz, kiedy granice między szkołą, a domem się kompletnie zatarły to niestety, bawimy się kiedy chcemy, i lekcje mamy kiedy nam się chce albo kiedy możemy (bo na przykład siostra/brat zwolnili komputer). Nie ma przymusu planu lekcji i dyktatury „lekcja jest teraz”, „mamy tylko 45 minut lekcji”. Z jednej strony taki elastyczny plan pracy jest dobry, a z drugiej panuje wieczne „siezrobi”. Niestety już oczyma wyobraźni widzę jakie problemy będziemy mieć, kiedy szkoła wróci do szkoły. Ale nie ma co się martwić na zapas, prawda? W wakacje może się wszystko wyprostuje … 😉

See you next Wednesday! Bye!

Ms Sylwia

Jedna uwaga do wpisu “Klasa 0: Paper Plate Puppets (online)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s