Klasa 2: Can I have a lollipop, please?

Naprawdę byłam dzisiaj pełna szczerego podziwu dla pracowników handlu. Po odegraniu ponad 60 scenek „W sklepie” byłam ledwie żywa. Klienci hałaśliwi, niezdecydowani, wymagający… Zwariować można! No, ale poświęcenie się opłaciło. Wszyscy samodzielnie poprosili o upatrzony przez siebie towar, zapytali o cenę i zapłacili. A to wszystko po angielsku. No, może prawie całkowicie po angielsku. No, może prawie samodzielnie. 😉

A chodziło dokładnie o ten oto dialog:

IMG_6549

Ćwiczyliśmy go już przy okazji historyjki o Archie’m i Gus’ie, potem znowu we fragmentach licząc pieniążki oraz we wtorek (tym razem również pisemnie robiąc zadania na karcie pracy). No, a na drugiej w tym tygodniu lekcji dzieci dostały zabawkowe pieniążki, musiały je policzyć, zobaczyć na co im starczy, pójść do naszego szkolnego sklepu i kupić.

IMG_6552

Największa trudność dla moich drugoklasistów to to, jak cierpliwie (i w miarę cicho) czekać na swoją kolej? A potem, jak siedzieć w ławce, kiedy się już kupiło, a inni nie wiedzą co udało się nam upolować? Przecież jak się kupiło burczący latarko-breloczek w kształcie Lorda Vadera to trzeba nim trochę pohałasować, czyż nie? No i jak tu z kumplami nie rozegrać sobie mini meczu piłkarskiego skoro już się tę piłkę zdobyło? I te pytania co i rusz powtarzane przez dzieciaki: „Psze pani, a czy możemy zabrać zabawki do domu?”, „A czy ta forsa to dla nas na zawsze?” A trzeba było im rozdać obrazki z rzeczami do kupienia i nakrętki z 10, 20 i 50 i kazać uruchomić wyobraźnię. No, ale te moje dzieciaki są takie zabawne kiedy bawią się „na niby”, ale tak strasznie chcą, żeby to było „na prawdziwie”.

IMG_6553Pisałam już przy okazji lekcji w pierwszych klasach, że ten tydzień był bardzo nietypowy, bo albo lekcje skrócone albo wyjazdy na wycieczki, albo coś tam innego wytrącającego nas z normalnego rytmu pracy. Ale paradoksalnie najfajniej sklepowa lekcja wyszła w 2c, w której po apelu walentynkowym zostało mi 15 minut lekcji. Dzieciaki zrobiły ekspresową powtórkę razem z Archie’m i Kitty (podręcznik str. 32), dostały losowo po jednym pieniążku, a nie po kilka, karnie ustawiły się w dwie zgrabne kolejki, a ponieważ każdy był zdesperowany, by zdążyć przed zamknięciem sklepu, to szast, prast! w 5 minut wszyscy byli obsłużeni. Może w przyszłym tygodniu każdemu kto bezbłędnie powie „Can I have a lollipop, please?” pozwolę zatrzymać prawdziwego lizaka…

IMG_6560PS. Tak na marginesie, zrobiłam dziś zdjęcie fragmentu ławki jednego z moich uczniów, bo mijając ją (a potem rekwirując te sześć resoraków, bo waląc nimi o ławkę skutecznie mnie zagłuszał) przeszło mi przez myśl: „Po co ja przynoszę te wszystkie rekwizyty do inscenizowania naszych scenek? Czy nie prościej byłoby przetrząsnąć plecaki dzieciaków i zebrać znacznie bogatszy sklep?” A tak na serio, drodzy Państwo, czy aby na pewno wiecie co dźwigają do szkoły w plecakach Wasze pociechy?

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s