Ludzie mejle piszą …

czyli dalej o tym czego chcielibyście się dowiedzieć o OCENIANIU, ale boicie się zapytać 🙂

W zeszłym tygodniu, po pierwszym sprawdzianie z angielskiego Waszych dzieci, dostałam cztery maile od mam moich uczniów (a tak na marginesie: Hej, hej, ojcowie jesteście tam?). Pozwolę sobie dwa z nich przytoczyć wraz z moimi odpowiedziami na nie oraz trochę skomentować. Sądzę, że mogą one odzwierciedlać obawy dotyczące ocen i oceniania, które trapią i innych rodziców.

Ocenianie to niezły orzech (poprawka: ogromny kokos!) do zgryzienia. Nie bez przyczyny pisałam o nim w pierwszej korespondencji z Państwem, mówiłam obszernie na zebraniu, zrobiłam długi wpis na stronie, a nadal czuję, że Państwa przyzwyczajenie (z własnego doświadczenia) do ocen numerycznych powoduje, że cała ta szkolna nowomowa (wewnątrzszkolny system oceniania, ocenianie kształtujące, ocena opisowa, karty osiągnięć, stempelki motywacyjne, itd.) jest niezrozumiała. Dlatego sądzę, że kolejne wyjaśnienie może Wam się przydać.

Imiona dzieci zmieniłam w duchu Mikołajka (Goscinny/Sempe), którego obecnie czytam swojemu przeziębionemu dziecku. Pisownia w mailach oryginalna.

A zatem…

Witam,

Z tej strony mama Jadwini z Ix. Jestem zaniepokojona ocena (1) ze sprawdzianu ponieważ całe dwa dni ćwiczyłyśmy wszystko umiała ja mówiłam po angielsku, a Jadwinia mówiła po polsku co to znaczy. Jadwinia mówi, że za szybko leciały słowa i zagubiła się – nie wiem jak jej pomóc skoro w domu wszystko umiała, czy problem jest taki że nie skupiła się na poleceniach nie wiem ???. Bardzo jej smutno z powodu tej oceny tym bardziej, że w domu umiała, czy jest jakaś możliwość poprawy tej oceny? a może Pani po obserwacji Jadwini na lekcjach wie w czym jest problem. Jadwinia zaczyna dodatkowy angielski ale w grupie 5 latków ponieważ starsze dzieci już zaczęły i może się zniechęcić, że nic nie rozumie- później może dołączy do starszych. Proszę o podpowiedź – Dziękuje.

Pozdrawiam

Mama Jadwini

(po 3 godzinach)

Witam,

Przepraszam za poprzedniego maila źle zrozumiałam córkę martwi się, że źle jej poszło na sprawdzianie i wytłumaczyła mi że ma jedynkę ale Pani przecież nie oddała sprawdzianów – jeszcze raz przepraszam poczekamy na wyniki.

Moja odpowiedź na pierwszego maila:

Jaka jedynka??? Przeciez jeszcze nie sprawdzalam testow. Skad ta informacja???
Zadnych ocen numerycznych nie bedzie. Tylko informacja dla Panstwa jak dziecko sie skupia, czy rozumie polecenia itp. SWisniewska

Drodzy Rodzice!

E000002
fot. Thinkstockphotos

Powyższy mail strasznie mnie zmartwił. Wraca pierwszak do domu i powtarza zasłyszane w klasie, na hollu, czy gdzie tam, brednie typu „na pewno dostanę jedynkę.” Sprawdzian ma swoją specyfikę, której dzieci muszą się nauczyć. Zamiast fiksować się na tym „Co dostałeś/dostaniesz?” zapytajcie czego dziecko się nauczyło pisząc klasówkę, czy udało mu się skupić, czy dobrze słyszało nagranie, czy test był fajny/straszny/trudny, a przede wszystkim: JAK SIĘ CZUŁO? Pierwszaki z mojej perspektywy w zasadzie nie mają problemu z opanowywaniem nowego materiału, robią postępy – oczywiście każde w swoim tempie i na swoją miarę. Z tym czym jest problem, to z emocjami. Dzieci w nowej i/lub trudnej sytuacji, a taką jest sprawdzian, reagują w różnoraki sposób: niektóre są „całe zwarte i gotowe”, inne „odpływają”, kolejne nagle stają się niesamowicie pobudzone (wiercą się, gadają, chodzą po klasie itp.), jeszcze inne zaczynają płakać zanim test się na dobre zacznie. Spokojnie. Muszą dojrzeć, oswoić się. A test 1 to takie „pierwsze koty za płoty”. Za kilka miesięcy ilość zdobytych na nim punktów nie będzie miała żadnego znaczenia, za to umiejętność wyciągnięcia wniosków z tego doświadczenia („Nie mogę gadać z Kleofasem, bo wtedy nie słucham jak pani tłumaczy co trzeba zrobić.” „Jak nie zrozumiem polecenia, to podniosę rękę i zapytam” „Nie mogę zaglądać do kartki Ananiasza (choć ten chyba umie więcej niż ja), bo on ma inną kartkę z testem i będę miał błędne odpowiedzi.” itd.). Te wnioski będą na wagę złota.

Zatem, drogi Rodzicu: Nie pytaj jaką ocenę dziecko dostało (a w każdym razie, nie pytaj tylko o to). Zapytaj czego się nauczyło.

Nie porównuj swojego dziecka z innymi, bo to nic ci nie powie o tym, jakie postępy zrobiło TWOJE dziecko, ile się nauczyło i ile wysiłku go to kosztowało. „W ocenianiu bieżącym uwzględnia się wysiłek i osiągnięte przez niego rezultaty” (cytat z Wewnątrzszkolnego Systemu Oceniania (WSO) uczniów klas 1-3 SP nr 67).

Mail nr 2, tym razem od mamy Cyrylka:

Witam, Pani Sylwio,
uważnie przeczytałam ocenę i opis postępów dziecka i myślę, że jak na pierwszy miesiąc nauki , miesiąc adaptacyjny jak Pani napisała,  to ocena jest bardzo surowa. Myslę, że dzieci dopiero uczą się właśnie tego, że siedzą w ławkach, że maja uważać, słuchać i być cicho. Trochę dziwi mnie w opisie informacja, że Cyrylek nie umie pisać, ponieważ dopiero się tego uczy ale nie zgodze się z tym , że nie umie napisać swojego imienia, ponieważ robi to od dwóch lat, tylko literami drukowanymi.

Jesli chodzi o test to nie dziwi mnie jego wynik, ponieważ jak się dowiedziałam od syna i jesli mówi prawde polecenia były wydawane po angielsku, czego on nie rozumiał.

Absolutnie nie chcę podwazać Pani kompetencji i metody nauczania, widzę Pani duże zaangażowanie w naukę naszych pociech ale martwie się, ze dzieci mogą się zniechęcić do nauki jeśli będą tak źle oceniane na samym początku nauki.

Proszę też wziąść pod uwagę, że Cyrylek jest 6-ciolatkiem i nie miał na to wpływu, że trafił do klasy mieszanej gdzie jest większość 7-dmiolatków.

Pozdrawiam.

Mama Cyrylka

No i odpowiedź:

Pani ___ (mamo Cyrylka),

To nie jest ocena, tylko informacja o stanie umiejętności dziecka. Nazywana kartą osiągnięć, ale nie o żadne osiągnięcia, ani też o wyścig kto szybciej i wyżej skacze po 1 miesiącu nauki tutaj chodzi. Po miesiącu sprawdzamy jak dzieci sobie radzą i przekazujemy informację rodzicom. Podobną informację (nazywaną diagnozą szkolną) dostaną Państwo za jakiś czas od wychowawcy. Jest ona potrzebna właśnie dlatego, że dzieci rozwijają się w różnym tempie. Przyszły do szkoły z różnymi umiejętnościami i teraz w różnym tempie uczą się nowych. Tak jak w niemowlęctwie: jedne szybciej chodziły, inne szybciej mówiły, inne sikały na nocnik w wieku 6m-cy (podobno 😉 A każde przecież rozwijało się.

Sprawdzanie umiejętności jest dla rodziców, niż dla dzieci. Dlatego nie omawiałam wyników z dziećmi, ale prosiłam, żeby przekazały kartkę rodzicom. To przekazanie rodzicom informacji o obszarach, nad którymi będziemy pracować. Jedne dzieci dokładają nowe umiejętności cegła po cegle; inne zrobią nagły skok, na raz, trochę później.

Szczerze mówiąc przeraża mnie gdy widzę jak BARDZO dzieci szukają na kartce tych ocen. Skąd one znają takie sformułowania jak np. „dostaniesz jedynkę”? Formalnie nie dostaną jej jeszcze przez trzy lata. Dzieci w 1 klasie często jeszcze dobrze nie rozpoznają cyfr, a szukają cyferek=ocen na teście. Kto ich pyta „co dostały”? My, rodzice. Czemu nie pytają jak się na teście czuły? Czy było trudno im się skupić? Jak sądzą (one, dzieci! nie nauczyciel) jak im poszło. Co zrobią lepiej następnym razem?

Rodzice widzą słaby wynik na kartce i myślą, że jest nieprawdziwy, bo przecież, jak czytałam w innym mailu wczoraj, we wtorek mama odpytywała swoją córkę i ta „wszystko umiała.”  Gdzie są te umiejętności? Zniknęły? No, przecież nie. Tylko proszę zauważyć: odpytywanie to prośba żeby dziecko coś nazwało, a test był na rozumienie ze słuchu: posłuchaj i zaznacz to słowo, które usłyszałeś czyli: 1. znajdź odpowiedni fragment testu (sporo dzieci zaczyna od dołu, mimo, że ja trzymam kartkę i pokazuję palcem gdzie jesteśmy), 2. popatrz na trzy obrazki, 3. wysłuchaj nagrania, 4. zapamiętaj przez chwilę to co usłyszałeś, 5. rozróżnij przedmioty, które są na obrazkach i 6. zaznacz dobrze odpowiedź. Proszę zobaczyć ile operacji myślowych dziecko musi wykonać. Sporo tego. A jeśli w czasie ich wykonywania kolega obok trąci go łokciem i zaczną rozmawiać, jest „po ptakach”. Nic nie zrobią.

Inna kwestia. Dzieci to co wykonują swobodnie w domu, nie zawsze demonstrują w szkole. Moje dziecko, także 6-letnie, bez problemu potrafi samodzielnie się ubrać, a po każdym w-fie albo widzę go ze spodniami na lewą stronę, albo bez koszulki (!). Normalka.

Moja informacja dla Państwa oparta na mojej miesięcznej obserwacji jest taka: Cyrylek nigdy nie podpisał swojej pracy. Robi to za niego Euzebiusz. Bo Cyrylek go o to prosi? Bo Euzebiusz chce, bo jest dobrym kolegą. Nie wiem. Proszę wspierać Cyrylka i prosić, że skoro umie się podpisać to niech to robi także na lekcji. Dzieci to czasami małe leniuszki. Proszą się nawzajem o „pomoc”. Jeden siedzi i czeka, a drugi robi dla kolegi, a sam ze swoją pracą nie zdąży. To taki rodzaj testu: czy tak można? ile na tym zyskam? czy pani na to pozwoli? Od miesiąca także testują wszystkich swoich nauczycieli, jak zareagują na hasła „Proszę Pani, a ja tego nie umiem”. „Proszę pani ja nie rozumiem”. A właśnie o to chodzi. Chcemy się TEGO nauczyć, bo wiem że tego nie umiecie, nie rozumiecie. Mam uwierzyć, że w domu jak dziecko tak stęka to wszystkie mamusie lecą i wyręczają biedniutkie nic nie umiejące dziecko? Nie sądzę. Karmiłyśmy łyżeczką roczniaka, teraz wymagamy żeby jadło samo. Rok temu pisałyśmy za nie, teraz będziemy chciały żeby pisało samo. itd.

Polecenia na sprawdzianie były wydawane po angielsku, bo właśnie ich rozumienia się uczymy.  Ale tydzień wcześniej ćwiczyliśmy na próbnym sprawdzianie (widziała go Pani? powinien być w książce syna) co będzie i jak będzie na teście, po polsku. Krok po kroku, powoli. Dla niektórych za wolno, za długo, niepotrzebnie „bo oni wszystko wiedzą.” Uczyliśmy się, że będzie trzeba przez 3 minuty być cicho, nie rozmawiać, że pani na nagraniu mówi szybko, ale że potem powtórzy jeszcze raz. Że jak się ktoś pomyli, to może wymazać i poprawić. Wszystko to ćwiczyliśmy, bo niby skąd to dzieci maja wiedzieć?  Chciałam też odpowiednio nastawić dzieci, żeby wierzyły, że im się uda, że sukces jest w ich zasięgu. Że wszystko potrafią, teraz muszą to „sprzedać.” Dzieci rozumiały to. To dla mnie najważniejsza część procesu uczenia się, a nie te osiem słówek, które miały opanować.

W środę, przed samym testem, ponownie na lekcji powtórka słówek w oparciu o karty obrazkowe, wyjaśnienie co pani powie, że trzeba będzie zakreślić kółkiem, że będzie trzeba połączyć linią. Ponownie to samo, dla tych którzy byli na lekcji w zeszłym tygodniu, i dla tych którzy byli nieobecni. To wcale nie jest oczywiste dla 6/7-latka, co to znaczy „zakreśl kółeczkiem słowo, które słyszysz”. Często otaczają wszystko jak zbiór. Łączą kreską wyrazy z poprzedniego zadania. Dzieci dopiero się uczą, nie tylko j.ob., ale także, że jest coś takiego jak test, i jak się w czasie niego zachowywać, uczą się jakie są metody sprawdzania wiadomości i umiejętności. Jestem przekonana, że za drugim razem odwołają się do tego co się teraz dowiedziały i pójdzie im lepiej. Z każdym testem powinno być łatwiej, bo będą znały jego format.

Wiem o tym, że Cyrylek jest młodszy i zupełnie inaczej reaguje niż dzieci starsze od niego o ponad rok. Ale to nie jest prawda, że wszystkie dzieci 7-letnie są od niego lepsze. Nie są. Cyrylek zdobył 5 pkt na 15. Ośmioro 7-latkow z klas a, b i c dostało 0/15 i informację TRY AGAIN (spróbuj ponownie). Żadnych jedynek! Żadnych informacji NIC NIE UMIESZ.

Syn ma problemy z koncentracją, często wstaje na lekcji, idzie do innych uczniów, rozmawia z nimi. Póki nie przeszkadza innym pozwalam mu na to. Ale jak z Euzebiuszem wyciągają w środku lekcji zabawki to protestuję, muszą się nauczyć, że będzie czas na przerwie na zabawę zabawkami. Duża ruchliwość jest normalna dla 6-latka, bo ten wiek charakteryzuje się dużą motoryką, ale musimy powoli pracować nad tym, żeby dojrzał, żeby potrafił przez kilka minut skupić się na zadaniu, które przecież często bardzo go interesuje, żeby słuchał polecenia, zadawał pytania, a nie wymagał za każdym razem indywidualnego tłumaczenia.

Cyrylek jest chętny do nauki, na lekcji zawsze uśmiechnięty, więc chyba angielski lubi. I bardzo bym chciała żeby tak zostało.

Inna informacja. Za tydzień w podręczniku zaczynają się cyfry. Dzieci NIE będą MUSIAŁY ich pisać (choć niektóre będą to robić, niezależnie od wieku, bo już to potrafią i trudno zawracać wodę kijem, w książce jest tylko pisanie po śladzie), ale będą się uczyły jak je nazwać po angielsku, jak rozpoznawać kształt tych cyfr, będą je pokazywać na palcach, będą kolorowały wg numerków  itp. Nadmieniam, że dzieci dopiero za dwa miesiące na edukacji matematycznej (ZEW) będą w elementarzu liczyły do 4. My już teraz do 5, ale niektóre tylko mechanicznie zapamiętają kolejność cyfr, inne faktycznie będą liczyć. Chcemy żeby za trzy lata liczyły wszystkie.

Bardzo serdecznie Panią pozdrawiam. (…)

Sylwia Wiśniewska

Z jednej strony mamy różne formy kontroli wyników nauczania: bezpośrednie (rozmowa z uczniem, prace pisemne i testy) i pośrednie (zadania praktyczne i teoretyczne), a z drugiej strony mamy różne formy poprzez które możemy uczniowi (rodzicom, władzom) dostarczyć informacji zwrotnej o osiągnięciach, postępach (w nauce oraz rozwoju emocjonalno-społecznym). Może to być ocena wyrażona procentowo, numerycznie (6-1), literowo (A-F), opisowo (słownie), w formie obrazków etc. W klasach 1-3 dwie oceny: podsumowująca i bieżąca.

  • Ocena podsumowująca (sumatywna, z ang. summative assessment), śródroczna (często w formie tabelarycznej Karty Osiągnięć Ucznia) oraz roczna na świadectwie szkolnym (w formie oceny opisowej), podsumowują pracę ucznia, nie zawierają konkretnych wskazówek, co i jak poprawić.
  • Ocena bieżąca (ang. formative assessment) zgodnie z promowanym obecnie tzw. ocenianiem kształtującym, ma zachęcać do nauki i pomagać się uczyć; ma być dialogiem między nauczycielem a uczniem (jeśli małym, to także z jego rodzicami). Przyjmuje ona formę komentarza pisemnego lub ustnego do pracy ucznia; znajduje dobre strony (+); informuje o brakach lub słabszych stronach (-), daje konkretne wskazówki, co i jak poprawić (^) i jak pracować dalej (à). Oczywiście jednym z elementów takiego „raportu” może być informacja numeryczna np. liczba punktów uzyskiwanych na kartkówkach, stopnie z testów ustnych, itp.

Jak w szczegółach wygląda ocenianie reguluje WSO danej szkoły. Niemniej już od września 2015 r. planowane sa zmiany w systemie oceniania najmłodszych uczniów. Jak informuje portal dlabelfra.pl:

Nowelizacja Ustawy o Systemie Oświaty przyniesie zmiany w ocenie opisowej uczniów klas I- III.0010040782P-1280x1920  Obecnie ocena opisowa jest sporządzana dwa razy do roku, natomiast oceny bieżące to ustalone symboliki określone w statucie szkoły. 

Po nowelizacji ustawy nauczyciel  będzie musiał  dokonywać szczegółowego opisu oceniając każdą pracę (ocenę bieżącą). Nauczyciel w opisie oceny będzie musiał zawrzeć informacje o tym co uczeń zrobił dobrze oraz informacje dotyczące nad czym uczeń będzie musi popracować, aby nie popełniał w dalszej swojej nauce tych samych błędów. Opis pracy oceniającej będzie musiał również zawierać wskazówki dla rodziców do pracy  z  dzieckiem w domu. Ocenę opisową będzie można również stosować w klasach IV, jako notę bieżącą.

Więcej na temat planowanej reformy oceniania w klasach 1-3 można przeczytać w arykule Klary Klinger Szkoła bez stopni: Najmłodsi uczniowie nie dostaną już ocen Dziennik Gazeta Prawna 26 lipca 2014 r. Skrót tutaj: DGP 28 lipca 2014 Szkoła bez stopni

Reasumując, ocena w klasach 1-3 jest informacją o wyniku kształcenia / wyniku uczenia się:

OCENA = stopień szkolny + obowiązkowy komentarz towarzyszący mu.

Ocena powinna służyć rozwojowi ucznia, powinna dobrze informować o poziomie i rodzaju osiągnięć, powinna motywować do skutecznej pracy i ukierunkowywać aktywność ucznia (W. Okoń). A zatem powinna być czymś pozytywnym, a nie budzić zawód i frustrację.

Fot. demotywery.pl
Fot. demotywery.pl

A tak przy okazji, zachęcam do komentowania, tutaj na blogu, a nie tylko indywidualnie poprzez email! Mama Cyrylka w swoim drugim mailu (nie przytoczonym tutaj) wyraża obawę czy zadając mi pytania czy aby „nie podważa mojego profesjonalizmu”. Eee, tam. Bez obaw! Rozpoczynając ten projekt, uchylając drzwi do mojej nauczycielskiej kuchni, dałam Państwu przyzwolenie na wątpliwości i pytania. Lepsze maile od zatroskanego rodziciela niż jawne, przy dziecku, ale z dala od MOICH uszu, komentowanie „Co tam ta Wiśniewska, na litość boską, wyczynia?”

A więc, leave a comment below…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s